„najciemniej jest tuż przed wschodem słońca”

wyszedłem na próg, przez próg domu, stojąc twardo pomiędzy nie wschodzącą trawą a szarym asfaltem. Próg pomiędzy ciemnością nocy a światłem dnia, pomiędzy życiem a śmiercią…
Pomiędzy 3 a 5 w nocy nic nie jest jednoznaczne. Patrząc na łąkę ledwo dysząca w strugach kończącej się nocy niczym Twój oddech na łóżku , na ścianę lasu , ścianę przymykających się powiek gdzieś po cichu w kłębku mojej duszy zamiast dzień dobry chciałem powiedzieć dobranoc. Licząc,  że będzie  za późno na cierpienie, na błyskająca niebieskim światłem nadzieje , poruszenie źrenicy, wykrzywioną prostą kardiogramu.  I gdzieś ten zachód Twojej nocy z kłębka mojej włóczki wysupłał wspomnienie „ kiedy będę marszałkiem na Twoim weselu „ tak trudno było tu postawić słowo – nigdy!
Czekałem na ciebie gdzieś się minęliśmy, ktoś zawołał ratownicy chcą żebyś im pomógł. Klęcząc na podłodze przed rozgrzanym ciałem, dotykając próg pomiędzy światem a sercem, siłą zacząłem wciskać w Ciebie życie. Patrząc jak ratownicy próbują wtargnąć do kryjówki Twojego oddechu i wypełnić Twoje wnętrze łykiem soczystej rzeczywistości.  Czekałem wśród spoconej tafli skóry na chłód bladej nocy.  Byłem zbyt zajęty Tobą by ją zobaczyć …
Wyszła sobie wśród niebieskich świateł mówiąc tuż przed wschodem słońca dzień dobry.

Ja wiem, że wolałeś zostać w własnym łóżku wychodząc na spacer o 4 nad ranem . Przeoczyłem Twoją śmierć chodź niby żyjesz siłą ludzkich ramion podtrzymywany ruchem   współczesnych maszyn. Ja wiem, że dziś inni nie wybudzeni w środku nocy do czekania na progu ważą Twoje życie , może lepiej było…
może nie…
Ja wiem i czuję tylko ciągle ten dotyk tego co w życiu do duszy Ci przywarło.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *