Proszę pana…..

Czas odlotu

 Proszę pana już wypada zebrać się do lotu
nie czarnym piórem wyrwanym z Norwida grzbietu,
zostawiając w jej sercu tylko piękne słowa
zasuszane w kalendarzu kartki papieru.

Proszę pana już pora poprawić biała koszulę,
wypuścić młode pędy z przygrabionych pleców
nie chować pod żebrem twardym jak ziemia
serca w eleganckim skórzanym portfelu.

Już za późno  na lampki wina,
sery, uśmiechy spędzone w gnieździe
by w skrzydła wstąpiła wiatru siła
tu spadać trzeba – wyrzuć mnie z siebie!

Chodź nie polecę jednym wiernym kluczem
jak kluczem leciała na śmierć Warszawa,
spóźniłem się zostałem sam na dłużej
gdy ostatnia barykada upadła.

I duszy  mojej bólu  niemym śpiewem
wzniosę swe serce najwyżej jak można,
by nad nową piękną Warszawą
wznosił się cień wolnego orła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *