Jak często kładziesz swoją głowę na cudzym sercu?

Patrząc na te wszystkie mniejsze i większe mechanizmy nerwic, natręctw, fobii. Tam gdzie nie świadome wyparte – odrzucone manifestuje się w świadomym dochodzę do wniosku…
Jak to jest że jedni istnieją jakby w otaczającej ich destrukcji, ciągłych problemów, potknięć a inni z taką łatwością i radością pędzą przez życie. Jakby wprost proporcjonalnie do tego im bardziej chcą żyć tym bardziej w nich wszystko umiera i odwrotnie: im bardziej chcą umrzeć tym bardziej otwiera się przed nimi życie. Jedni boją się żyć, drudzy boją się umierać.
I tak poranne po kawowe posiedzenie na desce jakże absurdalne wobec takich myśli doprowadziło mnie do tezy:  że w tym wszystkim jest większe koło zębate i jedni wypierają z siebie życie inni wypierają z siebie śmierć . Dlatego  świat ma dwie lękowe nerwice: natręctw życia i natręctw śmierci.
 
Potrzeba nam więc akceptacji : że w każdej zaobserwowanej sekundzie obecności tu i teraz w rozkurczu mięśnia sercowego żyjemy w skurczu umieramy powtarzając jak mantrę ten nieustanny rytm wahadła życia i śmierci.  Przyłóż głowę do cudzego serca i nie wątp nigdy w to że jesteś. 

Comments

  1. Joanna

    Myślę, że żyć trzeba się nauczyć. Wiadomo, każdy chce być szczęśliwy, aby wiodło mu się jak najlepiej, ale jesteśmy różni i czasem nie zastanawiając się płyniemy z prądem, bez względu na to, czy czegoś chcemy czy nie, bierzemy to. Z kolei są ludzie świadomie dokonujący wyborów, nadający kierunek swojemu życiu. Oni mają niezwykłą łatwość, lekkość we wszystkim co robią, wydaje się, że wszystko im wychodzi ale nic nie jest czarno białe. Pozdrawiam 🙂

  2. Paulina

    może sztuka jest udostępniać swoje ? może lepiej by brzmiało gdybyśmy zapytali ile osób zamieścisz na swoim sercu 🙂 jak zwykle czarodziej zabiera nas w morze przemyśleń 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *